Martyna, gratulujemy, jest wymarzony finał. Jakie są Twoje wrażenia po tej walce półfinałowej?
Moja walka półfinałowa z Węgierką, walka wygrana jednogłośnie na punkty. Myślę, że pełna dominacja pokazana od pierwszej do trzeciej rundy. Zadowolona jestem bardzo. Emocje są ogromne. Dzisiaj myślę, że nawet jeszcze lepsza atmosfera i większy doping był w hali. Druga walka, więc już po wczoraj się trochę przetarłam i dzisiaj myślę, że pokazałam się jeszcze lepiej.
I oby tak było właśnie do jutrzejszego finału. Jutro w finale zmierzysz się z Meksykanką. Znasz tę zawodniczkę? Walczyłyście już?
Tak. Meksykanka jest aktualnie numerem jeden światowego rankingu. Natomiast dwa lata temu spotkałam się z nią na Igrzyskach Sportów Walki, gdzie miałyśmy okazję stoczyć aż dwie walki. Walczyłyśmy i w półfinale, i w finale z racji tego, że tam był troszeczkę odmienny system turniejowy. I te dwie walki wygrałam, także jest 2-0 dla mnie. Jutro idę po 3-0. Natomiast wiem, że jest to mocna zawodniczka.
Od tego czasu, kiedy ze mną przegrała, to jest teraz w paśmie zwycięstw. Nikt jej nie pokonał. Zdobyła dwa razy tytuł mistrzyni świata, także jest naprawdę na topie. I na pewno będzie chciała mi się odegrać za te dwie poprzednie walki, które to ja wygrałam. Natomiast jestem na to gotowa i jutro spinam się jeszcze mocniej, by jeszcze bardziej zaznaczyć swoją dominację i nie dać jej pomyśleć, że mogłaby mnie pokonać.
W półfinale walczyłaś od samego początku bardzo agresywnie. Myślę, że ta walka była mocniejsza niż to, co pokazałaś wczoraj. Wydawało się, że chyba chciałabyś ją zakończyć przed czasem.
Tak. Dzisiaj był taki plan, by wejść od początku mocno agresywnie. Z racji tego, że wczoraj nie ukrywam troszeczkę, za bardzo się spięłam i przespałam tę walkę. To nie byłam do końca taka stuprocentowa ja w ringu, natomiast wiadomo, to się zdarza. Mamy lepsze, mamy gorsze dni. Dzisiaj chciałam już pokazać tę lepszą wersję siebie. Czułam się też lepiej. Chciałam iść po zakończenie przed czasem, jeżeli byłoby to możliwe, natomiast na nic się też nie napalałam z racji tego, że wiadomo, jest to system turniejowy. Muszę jeszcze zrobić wagę, muszę jeszcze zawalczyć w finale, więc nie chciałam zbędnych kontuzji sobie dorabiać. Dzisiaj pokazałam widowiskowy muaythai w trzech rundach.
Rzeczywiście dzisiaj było bardzo widowiskowo. Może słyszałaś, jak trybuny reagowały na niektóre twoje ciosy, więc to było coś wyjątkowego. Ale też repertuar ciosów był dzisiaj trochę większy.
Tak, dzisiaj był znacznie większy. Tak jak już mówiłam, wczoraj pierwsza walka była na przetarcie. Myślę, że tutaj każdy fighter wie, jak to jest w ogóle zawsze pierwsza walka na turnieju międzynarodowym. Trzeba obadać ring, sędziów, wszystko, więc tej troszeczkę spinki było więcej. Dzisiaj już lepiej i myślę, że jutro będzie jeszcze lepiej.
To powiedz, czy przysłowiowego asa w rękawie – jeżeli chodzi o ciosy – zostawiłaś na jutro?
Myślę, że to się okaże. Mamy plan, taktykę, która działała w naszych walkach poprzednich. Dorobiliśmy to, co gdzieś nie grało. No i zobaczymy, co jutro z tego mojego repertuaru wyjdzie. Mam przygotowany duży arsenał, ponieważ jest to już topowa zawodniczka, najlepsza z tych wszystkich. Wiadomo, obie doszłyśmy do finału, więc jutro myślę, że będzie takie muaythai na jeszcze wyższym światowym poziomie i zobaczymy, która właśnie jest najlepsza w tym roku w naszej kategorii wagowej.
Cały czas, od początku turnieju mówimy o tym, że walczysz z wagą. Wczoraj widzieliśmy, jak biegałaś dookoła obiektu. Czyli z tą wagą się udało?
Tak, udało się. Dzisiaj było pół kilo zapasu, natomiast właśnie wczoraj musiałam po walce ubrać się w sauna suit i gdzieś tam godzinkę, półtorej pobiegać. Dobrze, że w Chinach jest bardzo ciepła pogoda, wysokie temperatury, więc dużo łatwiej się człowiekowi pocić. No i myślę, że dzisiaj też trochę z kilo, półtora będzie do zrzucenia. Mam nadzieję, że pójdzie bez problemu, tak jak wczoraj.
Wiele osób chciałoby wiedzieć, jak to zrobić, żeby w ciągu jednego wieczoru zrzucić półtora kilograma. Może zdradzisz tajemnicę?
Nie polecam robić tego w domu, nie jest to zbyt zdrowe, natomiast my sportowcy troszeczkę rządzimy się swoimi prawami. Te kategorie wagowe trochę na nas to wymuszają. Wiadomo, jest to dłuższa współpraca z dietetykiem, wszelkiego rodzaju manipulacje jedzeniem, błędnikiem, piciem, natomiast tutaj stricte na miejscu zazwyczaj ten kilogram, półtora to zawodnicy się odwadniają, co nie jest dobre, ale wiadomo, pod ścisłą opieką właśnie dietetyka można zrobić to mądrze, by te odwodnienie było jak najkrótsze i później jak najlepiej uzupełnić te wszystkie płyny.










